Pamiętacie czasy, kiedy nie było jeszcze Ubera, ani Bolta, a taksówkę zamawiało się głównie przez telefon? Człowiek dzwonił do centrali, podawał adres i czekał. Bez obserwowania ikonki auta na mapie w apce. Inny świat. Cofnijmy się na moment do roku 2012, kiedy w taksówkach EcoCar, AutoMapa gościła na ekranach kierowców.
2012 – to właśnie z tego czasu pochodzi zdjęcie, które niedawno wygrzebałem w swoim archiwum. Widać na nim wnętrze taksówki EcoCar stojącej gdzieś w stołecznym korku. Kierownica, deska rozdzielcza, identyfikator taksówkarza i sznur samochodów przed przednią szybą. Centralne miejsce zajmuje jednak duży ekran, który wtedy naprawdę robił wrażenie.
EcoCar, AutoMapa i cyfrowe centrum dowodzenia
EcoCar był dość charakterystyczną korporacją w Warszawie. Firma stawiała na jednolitą flotę – o ile dobrze pamiętam, były to Fordy Mondeo – oraz technologie. W 2024 roku została przejęta przez iTaxi, ale na długo przed tą transakcją próbowała pokazać, że tradycyjna taksówka wcale nie musi być tradycyjna technologicznie. Mówiąc wprost – dotychczasowy taksometr zastąpił duży ekran. Co było wówczas naprawdę nie lada wyczynem. Uwierzcie mi na słowo.

Najlepiej widać to właśnie na tym zdjęciu. Ekran nie służył wyłącznie do wyświetlania mapy. Kierowca dostawał na nim zlecenie, adres odbioru pasażera czy informacje o kursie. Wydaje mi się, że chyba też wycenę, ale pewności nie mam. Tak, dzisiaj to standard, ale przypomnę, że mieliśmy wówczas rok 2012. Mógł również skontaktować się z centralą. Dzisiaj pewnie nazwałbym to aplikacją, w wersji bardziej rozbudowanej – platformą taxi. Wtedy to był jednak po prostu terminal kierowcy. Tyle, że mocno zaawansowany jak na swoje czasy.
To trochę zabawne, bo duże ekrany w samochodach kojarzymy obecnie głównie z Teslą, chińskimi producentami, ale europejskimi też. Tymczasem kierowcy EcoCar mieli swoje centrum dowodzenia na ekranie centralnym już w 2012 roku. Oczywiście nie oglądali na nim Netflixa, nie ustawiali lusterek czy oświetlenia ambientowego. Traktowali to jako narzędzie do pracy. Narzędzie, na którym drogę do celu wskazywała AutoMapa. A tak przy okazji – kojarzycie jeszcze tę nawigację? To kiedyś był królowa polskich nawigacji. Ze mocnym naciskiem na kiedyś.
AutoMapa, czyli królowa polskiej nawigacji
Jeśli w pierwszej dekadzie XXI wieku ktoś kupował nawigację samochodową PND albo jeszcze wcześniej palmtopa z GPS, to najprawdopodobniej znał AutoMapę. Była jedną z najpopularniejszych polskich nawigacji i przez lata wyznaczała standard na naszym rynku. To jej nie dorównywał nawet TomTom czy Garmin, nie wspominając o polskich producentach. Dokładne mapy Polski, punkty POI, ostrzeżenia, informacje o ograniczeniach prędkości i wreszcie wizualizacja budynków 3D. Dzisiaj brzmi to zwyczajnie. Wtedy budziło emocje, zwłaszcza mediów technologicznych. To było coś niesamowitego jechać na przykład ulicą Marszałkowską i widzieć na mapie bryły budynków, które właśnie mijamy. Tak wyglądał postęp technologiczny w 2012 roku.
Serio. Trójwymiarowe budynki były funkcją, o której rozpisywały się media. Człowiek patrzył na uproszczoną bryłę mijanego budynku i czuł, że dotyka przyszłości. Jak z gry komputerowej. Chociaż grafika nie przypominała absolutnie Cyberpunk 2077, pomagała rozpoznać otoczenie. No i marketingowo to było level master.
Google Maps i Uber zmieniły zasady gry
Google Maps wystartowało w 2005 roku, początkowo jako usługa dostępna wyłącznie na komputerach. Pamiętam, jak pisałem o kolejnych funkcjonalnościach, które najpierw pojawiały się w Stanach Zjednoczonych, a dopiero długo później docierały do Europy. Dzisiaj Google Maps jest czymś tak oczywistym, że podejrzewam, iż większość z nas przestało traktować to narzędzie jako technologię. To coś, co z nami jest na co dzień. Nasz asystent. Asystent, który występuje wszędzie – w smartfonie, w samochodzie, w aplikacjach przewozowych, z dostawami czy nawet kurierskich. To jedno z narzędzi, które totalnie zmieniło nasze życie. Gdybym miał wybierać technologiczne narzędzia XXi wieku – Google Maps będzie w mojej pierwszej dziesiątce. Choć mam świadomość tego, że jeszcze dobre 60 lat do końca XXI wieku. Ale technologie mapowe są dzisiaj podstawą do wielu innych rozwiązań. I myślę, że długo tak będzie. Nawet, jeśli zaczniemy w końcu eksplorować kosmos.
EcoCar i AutoMapa mieli kilkuletnie eldorado, którego w zasadzie w pełni korporacja nie wykorzystała. Uber bowiem pojawił się w Warszawie dopiero w 2014 roku i początki były naprawdę trudne. Znacznie większą konkurencją było niemieckie myTaxi, które od 2012 też rozpoczęło podbój Warszawy i to z własną aplikacją, która rzeczywiście umożliwiała zamówienie taksówki bez konieczności dzwonienia do dyspozytora. To był naprawdę niesamowity, jak na tamte czasy postęp technologiczny. W tym samym roku podobną usługę oferowało polskie iTaxi. To tak tytułem wycieczki w przeszłość. Na stołeczne ulice.
A co z AutoMapą? Wbrew pozorom nie zniknęła. Nadal jest rozwijana, głównie dla biznesu. Nie będzie zbytnim nadużyciem, jeśli napiszę, że na rynku B2C kompletnie przestała się liczyć. Nie wiem, być może są jeszcze jacyś użytkownicy, bo wciąż można ją kupić w modelu subskrypcyjnym. Jednak przy bezpłatnych Google Maps czy Waze, które naprawdę są coraz lepsze i mają aktualizacje w czasie rzeczywistym, sam zastanawiam się, ilu jest wiernych wyznawców AutoMapy?
Trochę szkoda, że nie jest już królową masowej wyobraźni kierowców. Pod tym względem jej historia nieco przypomina mi los Nokii. Firma istnieje, marka jest znana, a produkty nadal mają użytkowników. Tyle, że pierwszy plan zajęli inni.
Technologia szybko staje się zwyczajna
Najbardziej lubię stare zdjęcia pokazujące technologie właśnie dlatego, że przypominają, jak szybko zachwyt zmienia się w codzienność. Technologia dojrzewa szybciej niż ludzie. I jeszcze szybciej się starzeje. W 2012 roku duży ekran w taksówce EcoCar, AutoMapa z budynkami 3D oraz cyfrowa obsługa zleceń wyglądały jak przyszłość.
Dzisiaj podobne możliwości mamy w każdym smartfonie, często za darmo.
Patrzę więc na ten ekran i widzę coś więcej niż starą AutoMapę. Widzę moment przejścia między taksówką zamawianą przez telefon, a usługą transportową zarządzaną przez aplikację. Między urządzeniem GPS przyklejonym do szyby a samochodem, której kokpit jest jednym wielkim komputerem.
I wiecie co? Minęło tylko kilkanaście lat. Co będzie za kolejne kilkanaście? Nie śmiem nawet marzyć. A swoją drogą – pamiętacie jeszcze taksówki i czasy, kiedy to AutoMapa była królową polskich dróg?














































































