Media społecznościowe zmieniły sposób konsumpcji treści. Krótkie formy stały się jednym z podstawowych sposobów walki o naszą uwagę. Doskonale rozumie to reżyser Maciej Ślesicki, który realizuje serial Klub, gdzie odcinki trwają od minuty do dwóch, ale jako całość będą tworzyć ponad 90 minutową fabułę.
Czy właśnie jesteśmy świadkami transformacji kina? Być może. Wszystko za sprawą coraz bardziej powszechnych mediów społecznościowych, które wręcz promują i premiują krótkie treści. Młodsza część widowni dużo czasu spędza oglądając jednominutowe formaty, zatem w jakiś sposób trzeba do niej dotrzeć. I wydaje się, że doskonały sposób znalazł reżyser Maciej Ślesicki, który realizuje jednominutowy serial Klub.
Reżyser zaznacza przy tym, że krótszy format nie oznacza prostszej realizacji, wręcz przeciwnie – od całej ekipy wymaga jeszcze większej dyscypliny, kreatywności i precyzji. Zdjęcia powstają z wykorzystaniem różnych modeli kamer i nowoczesnych technologii, bo każdy odcinek kręcony jest na jednym ujęciu. Najważniejsze jednak jest to, że krótkie odcinki można oglądać pojedynczno lub potraktować jako elementy pełnometrażowego filmu.
O czym jest serial Klub?
Punktem wyjścia dla fabuły tego serialu stał się motyw zakładników uwięzionych w klubie. Dramat bohaterów rozgrywa się jednocześnie w zamkniętej przestrzeni i w cyfrowej rzeczywistości. Tak tłumaczy to Maciej Ślesicki: KLUB to jest opowieść trochę inspirowana wydarzeniami, które miały miejsce w Paryżu, kiedy terroryści zajęli Club Bataclan i wzięli zakładników. Oczywiście jest to inna historia, bo się dzieje w Polsce, natomiast dla ludzi, którzy są zamknięci pod lufami, a jednocześnie mają kontakt za pomocą telefonów i mediów społecznościowych, taki moment niesie ogromne dramaturgiczne możliwości.
Twórcy tej produkcji szukają sposobów na dotarcie do widzów na różnych platformach bez rezygnowania z rozbudowanej narracji. Reżyser pokazuje, że współczesne kino nie musi wybierać między klasyczną fabułą, a formatami charakterystycznymi dla mediów społecznościowych. Jak przyznaje sam Ślesicki, serial nazywamy jednominutowym, ale odcinki trwają nawet do dwóch minut. Można je oglądać jako całość i wtedy powstaje film fabularny, ale można też sobie cedzić po małym kawałeczku, co dzisiaj w mediach społecznościowych jest pewnym trendem i zaczyna być popularne na całym świecie. Możemy więc opowiadać naszą historię jako fabułę i jako serial złożony z króciutkich epizodów.

Serial jest dyplomem studentów Warszawskiej Szkoły Filmowej, a opowieść o napadzie na tytułowy klub została tak skonstruowana, żeby każdy z bohaterów miał własny, wyraźnie zarysowany epizod. Dzięki temu debiutanci mają szansę jak najlepiej zaprezentować swoje aktorskie możliwości. Tego typu format to być może jest też odpowiedź na nadpodaż młodych aktorów w Polsce. W jednej takiej produkcji może doskonale zaprezentować się od kilku do kilkunastu aktorów i co ważne – zostać zapamiętanych. A przecież to atencję widzów dzisiaj w głównej mierze się walczy. Atencję, która następnie może przełożyć się na zasięgi. A one otwierają już drzwi do kontraktów. Zarówno reklamowych, jak i filmowych czy innych produkcji.
Z drugiej strony w dobie produkcji, takich jak kilkuminutowe dramy, oferowanych w modelach subskrypcyjnych, a przy tym cieszących się olbrzymim wręcz zainteresowaniem, zupełnie nie dziwi mnie fakt, że uznani reżyserzy zaczynają dostrzegać takie formaty. Skoro świat się zmienia, to żeby budować zasięgi, trzeba iść pod rękę z trendami. Innej drogi nie ma. Ślesicki pokazuje, że trendy rozumie bardzo dobrze.
Czy to jest transformacja kina?
Ta produkcja to jednak coś więcej niż tylko 90 minutowa fabuła pocięta na jednominutowe odcinki. To pytanie czy za kilka lat właśnie tak będzie wyglądać kino? Czy za dziesięć lat każdy film będzie musiał być skonstruowany w taki sposób, by można było pociąć go na jedno-dwuminutowe odcinki? Czy scenarzysta zacznie pisać nie tylko akty i sceny, ale również momenty nadające się do scrollowania? I wreszcie czy aktor zacznie grać inaczej, jeżeli ma 60-90 sekund na zbudowanie postaci?
Ja tego nie wiem. Ale takie pytania same mi się nasuwają. Być może za kilka lat jedni będą wychwalać Ślesickiego jako prekursora nowej formy, a inni zaś, będą go przeklinać za to, że jako pierwszy wbił gwóźdź do trumny tradycyjnego kina. Oczywiście dzisiaj za wcześnie zarówno na jedną, jak i na drugą tezę. Ale nie jest wykluczone, że za te kilka lat na stronie głównej Netflixa, HBO czy SkyShowtime będzie dominował feed, który będziemy scrollowali jak dzisiaj TikToka. Cholera wie, jednak jeśli tak będzie to znaczy, że właśnie wywróżyłem Wam przyszłość serwisów streamingowych. Dziękuję za uwagę. Teraz będę myślał, jak ten tekst streścić w jednominutową rolkę czy TikToka.














































































