Blackout Marc Elsberg, to książka, którą powinniście przeczytać w wakacje

Autor

Kategoria

Udostępnij

Podczas czerwcowych upałów, niejednokrotnie podnoszony był temat wydajności sieci energetycznej w Polsce. W związku z ociepleniem klimatu, wiele osób już dzisiaj zastanawia się czy grożą nam przerwy w dostawie energii. A jakby wyglądało życie, gdyby jej naprawdę zabrakło? Koniecznie zapoznajcie się z wizją, którą w swojej powieści „Blackout” snuje Marc Elsberg.

I mimo, że sławę dzięki Blackout Marc Elsberg zdobył już kilka dobrych lat temu, dopiero ostatnio postanowiłem zaznajomić się z jego dziełem. Być może ze względu na fakt moich coraz bliższych związków z branżą smart meteringu, a może po prostu los tak chciał. W każdym razie nie żałuję. Przez tydzień nie mogłem oderwać się od wizji świata bez prądu, który został odcięty za pośrednictwem inteligentnych liczników.

Myślę, że takich jak ja sprzed miesiąca – czyli tych, którzy jeszcze nie czytali powieści Blackout Marca Elsberga jest wciąż cała masa. Świadczy chociażby o tym miejsce książki na empikowych półkach. A tam wystawiane jest to, co się sprzedaje, bądź ma się sprzedać, czyli w konsekwencji też dobrze się sprzedaje. I Elsberg się sprzedaje. Do tego stopnia, że jego przedostatnia powieść – Helisa, jest cały czas trudno dostępna w sklepach stacjonarnych. I to nie tylko w Empikach.

O czym jest Blackout?

Mimo, że Blackout miał swoją premierę, jak napisałem na wstępie – dobrych parę lat temu, nie będę tutaj spoilerował i opowiadał całej powieści. Wystarczy, że napiszę, iż jest to niesamowita historia, pokazująca reakcje społeczeństwa na brak prądu. To fikcyjne studium socjologiczne obrazuje, jak zmieniają się normy i zachowania społeczne, w obliczu braku podstawowych środków do życia: prądu, wody, jedzenia, ciepła, paliwa, pieniędzy. Tak, bo to wszystko jest pochodną wynikającą z niedostatku energii. I wiecie, co w tym wszystkim jest najbardziej fascynujące? Że będąc dość blisko związanym z branżą Internet of Things wiem, że to wcale nie jest tylko i wyłącznie fikcja literacka. Wiem, że tego typu sabotaże mogłyby się naprawdę ziścić i niestety również wiem, że nasz kraj wcale nie jest dobrze przygotowany na to, żeby po pierwsze im zapobiec, a po drugie poradzić sobie z sytuacją po nich następującą. I mimo faktu, że Premier Morawiecki przy pierwszej lepszej okazji zaznacza, jak to cyberbezpieczeństwo ma być naszą narodową kompetencją, to prawda jest taka, że gdyby ktoś wziął sobie za cel nasz sektor energetyczny, to bylibyśmy w czarnej dupie.

Wracając jednak do Blackout, to jak to w takich historiach bywa, mamy złych i dobrych bohaterów. Ci źli to oczywiście ludzie kryjący się za atakami cyberterrorystycznymi, a do dobrych zalicza się włoski były haker aktywista – obecnie etyczny haker, który jako pierwszy odkrył przyczynę Blackoutu. Ale czy jego teoria jest słuszna i czy uda mu się przebić przez machinę biurokracji państw, dotkniętych kryzysem? Odpowiedź na to pytanie wbrew pozorom wcale nie jest taka oczywista, tak jak nie jest oczywiste, czy odkrycie źródła awarii jest jednoznaczne z jej eliminacją.

Elsberg to mistrz

To, co wymyślił sobie Marc Elsberg i jak krok po kroku wszystko opisuje, to prawdziwe mistrzostwo. Rozkładanie na części pierwsze zasad działania inteligentnych liczników, systemów SCADA czy zasad funkcjonowania inteligentnych sieci energetycznych i podmiotów nimi zarządzających, to dla osób takich jak ja, prawdziwa wycieczka w fascynujący świat. Dla mnie ta książka mogłaby mieć jeszcze co najmniej z 1000 stron więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba docenić sposób przygotowania się do tematu autora powieści. Rozkładanie na części pierwsze dzień po dniu reakcji społeczeństwa i służb na postępujący zanik podstawowych rzeczy niezbędnych do życia, może budzić uznanie czytelnika. Co więcej, autor pokusił się również o opis przerw w działaniu sieci telekomunikacyjnych, dostawców internetu czy mediów. Jednym słowem – kawał dobrej roboty panie Elsberg.

A czy Ty jesteś gotowy na brak prądu?

Pozycja Blackout to także dobry powód, by się zastanowić, jakbyśmy my – Polacy – zachowali się w obliczu tego typu tragedii. Bo bez dwóch zdań jest to tragedia dla gospodarki, dla ludzi, dla kraju. Jak poradzilibyśmy sobie z nawarstwiającym się z każdym dniem niedoborem podstawowych środków do życia? Jak zareagowałyby służby zarządzania kryzysowego, jak szybko zanikałyby normy społeczne, którymi kierujemy się na co dzień, jak szybko doszłoby do zamieszek czy wzrostu przestępczości i co zrobiłby rząd, by przywrócić sytuację, do której przywykliśmy przez tyle lat? I najważniejsze – czy w ogóle by się to udało? To także dobry moment, by zastanowić się nad tym, jak bardzo w dzisiejszym świecie uzależnieni jesteśmy od technologii i czy w ogóle potrafilibyśmy bez niej przetrwać? A jeśli tak, to jak długo? Takich pytań nasuwa się tysiące, ale wniosek jest paraliżujący – wojna w 2019 roku wcale nie musi oznaczać działań zbrojnych. Paraliż państwa może odbyć się poprzez paraliż najważniejszych systemów informatycznych. I to jest naprawdę tragiczne. Bo nie trzeba nas zabijać, byśmy pozabijali się sami. Doceńmy wreszcie to, co mamy. Doceńmy świat w jakim żyjemy, bo dzisiaj naprawdę łatwo jest go stracić.

Inteligentne liczniki w Polsce

Mimo, że pewnie niewielu z Was zdaje sobie z tego sprawę, inteligentnych liczników przybywa i będzie przybywać. To kwestia postępującego rozwoju technologicznego, ale również oszczędności. Dzięki nim, dostawcy i sprzedawcy energii, nie muszą wydawać dużych pieniędzy na inkasentów, którzy zapewniają odczyty energii. Taki licznik można odczytać zdalnie, a to tylko jedna z jego zalet i funkcjonalności. I o ile wymiana samych liczników jest dość kosztowna i następuje raz na kilka lat, to istnieją takie firmy, jak chociażby polski PySENSE, który dostarcza specjalne moduły, umożliwiające właśnie zdalne odczyty energii z zamontowanych już liczników. Co to oznacza? Otóż tylko tyle albo aż tyle, że nie trzeba dokonywać kosztownych wymian zainstalowanych liczników w blokach, szpitalach czy fabrykach, by dokonywać zdalnych pomiarów. Czy mamy więc się czego bać? PySENSE twierdzi, że absolutnie nie. Ich modemy są bezpieczne i przechodzą odpowiednie testy. Ale jak dowodzi autor Blackout, słabe punkty mogą leżeć znacznie głębiej. Nawet w na pozór najbezpieczniejszych systemach SCADA, które wykorzystują firmy energetyczne i które kosztują grube miliony. Dolarów czy euro.

A jeżeli chcecie naprawdę wiedzieć, czy na cyberbezpieczeństwie się oszczędza, to po prostu zróbcie sobie sami test i odpowiedzcie sobie na proste pytanie – jak bardzo zabezpieczona jest Wasza sieć domowa, czy Wasze smartfony są w jakikolwiek sposób chronione, nie wspominając już o smart tv czy elementach smart home. Tak właśnie dbacie o swoje bezpieczeństwo. Wszystko w tym temacie. Przykre i prawdziwe. Prawda jest taka, że jesteśmy podatni na Blackout, jak słuchacze Radia Maryja na słowa Ojca Dyrektora. Módlmy się więc, aby do niego nie doszło.

Autor

Podoba Ci się? Udostępnij innym

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj