Czy wojna w Ukrainie napędza elektromobilność?

Wojna w Ukrainie a elektromobilność. Temat, który zyskał na znaczeniu wraz ze wzrostami cen paliw. Ale czy rzeczywiście agresja zbrojna Rosji na Ukrainę napędza elektromobilność? I napędza i hamuje.

Jakiś czas temu brytyjski Guardian powołał się na badania, z których wynika, iż jazda samochodem elektrycznym przez rok, średnio będzie kosztowała 600 funtów mniej niż jazda autem benzynowym. Oczywiście to duże uśrednienie, bo wiele zależy od pokonywanych tras czy stylu jazdy, jednak prawdą jest, iż ładując się w domu, czyli korzystając z taryf nocnych, jazda elektrykiem po mieście z pewnością jest dużo tańsza. Także w Polsce, zwłaszcza w okresie, kiedy ceny paliw poszybowały na poziom grubo ponad 7 zł / litr.

Aby jednak nie być gołosownym, Guardian podaje, że średni koszt poruszania się autem elektrycznym w Wielkiej Brytanii to 1264 funty, a z silnikiem benzynowym wartość ta wzrasta do 1834 funtów. Rzeczywiście różnica jest widoczna. Pytanie, jakie zmienne były brane pod uwagę. Znalazłem odpowiedź: respondenci pokonywali ok. 6700 mil rocznie, płacąc 1,62 funta za litr benzyny lub 28 pensów za kWh.

Pamiętajmy przy tym, że dla niektórych osób cenny jest także czas. A on jest potrzebny na naładowanie każdego elektryka. Co prawda, można go ładować podczas zakupów czy w pracy, jednak w trasie – my stoimy, kiedy inni jadą. Taka prawda. Wiem to z autopsji. A jak już jedziemy, to niemal żółwim tempem. Wolniej jadą jedynie tiry lub….. inni kierowcy elektryków, którzy oszczędzają energię jeszcze bardziej.

Nie dotarłem do zestawień, w których ktoś pokusiłby się o podobne porównanie w Polsce, a szkoda – bo sam jestem ciekaw, jakby wypadło. To znaczy jestem przekonany, że jazda elektrykiem będzie tańsza – o ile ładujemy się w domu, bądź na wolnych stacjach ładowania. W przypadku szybkich, o znaczące różnice będzie już trudniej. Na super-szybkich, jak np. Ionity – różnic pewnie nie zauważymy, co oznacza, że odejmując czas niezbędny na proces ładowania, okaże się, że jazda dieslem będzie nawet tańsza. Ale jak to wielokrotnie podkreślam – stoimy dopiero u progu ery samochodów elektrycznych, zatem dajmy sobie czas na wyjście z wieku dziecięcego. Pamiętajmy przy tym, że elektromobilność to nie tylko ceny. To także technologia, ekologia czy zupełnie inny styl życia. A na końcu eksploatacja samochodu i serwis. Serwis, za który zapłacimy znacznie mniej, ze względu na choćby dużo mniejsze zużycie klocków hamulcowych.

Czy zatem wojna w Ukrainie ma bezpośredni wpływ na rozwój elektromobilności? Gdyby pod wpływem rosnących na skutek wojny cen paliw, kierowcy nagminnie zaczęli przesiadać się na samochody elektryczne – rzekłbym, że tak. Niestety tak nie jest. Co więcej – mimo wysokich cen paliw, wciąż obserwuję kolejki na stacjach benzynowych. Wojna ma wpływ za to na zmniejszoną dostępność półprzewodników czy zamykanie się fabryk w Ukrainie, które były kluczowe dla przemysłu motoryzacyjnego. To ma znacznie większe znaczenie. I tutaj dostrzegałbym raczej powodów zwiększonej sprzedaży samochodów elektrycznych. Po prostu są bardziej dostępne od spalinowych, zwłaszcza, jeśli chcemy sami dokonać konfiguracji auta. Jednoznacznej odpowiedzi na pytanie postawione w tytule – przynajmniej ja nie widzę. Jak zwykł mawiać mój profesor z filozofii – to zależy. Zależy, jak doprecyzujemy pytanie.

Pamiętajmy przy tym wszystkim, jaki procent rejestracji w Polsce stanowią nowe samochody, a jaki używane. Do tego ile kupowanych jest do flot, a ile trafia w ręce użytkowników prywatnych. Dopiero wówczas odpowiedzmy sobie na pytanie, jak dużo musiałby jeździć statystyczny Kowalski, by zwrócił mu się zakup nowego samochodu elektrycznego włącznie z dopłatami rządowymi w stosunku do używanego diesla. I nie wpadnijmy w tym wszystkim w macki marketingowców koncernów moto, którzy obecnie mają mega parcie na sprzedaż elektryków. Zatem, zanim na tytułowe pytanie odpowiecie tak – zestawcie wszystkie dane dotyczące rynku polskiego. Prawdą jest, że elektromobilność to przyszłość i z miesiąca na miesiąc przybywa aut elektrycznych na naszych drogach, jednak przypisanie tego faktu wojnie w Ukrainie, a w konsekwencji rosnącym cenom paliw, to zbyt duże nadużycie.

Podoba Ci się to, co napisałem? Zostaw mi napiwek 😁




Autor

Jestem niezależnym blogerem technologicznym, doradcą ds. technologii, mówcą technologicznym i futurystą. Mam fioła na punkcie Internet of Things, którego rozwiązania dotykają niemal każdej gałęzi życia i gospodarki. Głównie o tym piszę. Zapraszam Cię na mój blog technologiczny, który mam nadzieję - będziesz często odwiedzać. Bo jako typ skręcony technologicznie, zrobiłem sobie bloga, jaki sam chciałbym czytać. Nawet jak opisuję jakieś newsy, to zazwyczaj opatrzone są one moim komentarzem, wynikającym ze specyficznego punktu widzenia na tech. #żyjinteligentnie

Instagram

Treści, które tutaj tworzę są bezpłatne i zawsze takie będą. Nie zamykam ich za żadnym paywallem, jak to robią inni, bo czerpię radość z tego, że chcecie je czytać. Mam jednak prośbę - zaobserwujcie mój instagram, bo wrzucam tam relację za każdym razem, jak się tylko pojawi nowy wpis u mnie na blogu. Będzie mi miło, wiedząc, że mnie obserwujecie ;)

Zerknij też na to

Chcesz co jakiś czas dostawać najlepsze moje teksty?

Zostaw swój adres, a gwarantuję, że zbytnio spamować Cię nie będę