Media społecznościowe, Instagram, TikTok, YouTube – codziennie jesteśmy bombardowanie treściami od ludzi, którzy mają miliony obserwujących. Ale czy ktokolwiek zastanawia się nad tym, co tak naprawdę oznacza bycie „influencerem”? I czy ci, którzy wpływają na nasze decyzje znają takie pojęcie, jak odpowiedzialność influencerów? Czy je respektują?
W najnowszym odcinku Absurdalny DiK wzięliśmy na tapet kwestię, która zwie się odpowiedzialność influencerów. I od razu będę spojlerował: nie było nudno. Zresztą u nas nigdy nie ma nudy. Tak czy siak, temat jest nie tylko skomplikowany, ale pełen absurdów i dzisiejszego świata przepełnionego internetem.
Zaczęliśmy od podstaw: kiedy ktoś staje się influencerem? Jak się okazuje, nie trzeba wcale tysięcy obserwujących, ani profesjonalnego konta. Wystarczy jeden TikTok, jeden shorts, jeden reels, który złapie trend i obejrzy go kilkaset tysięcy osób. Od tego momentu jesteś influencerem. A twoje słowa i czyny zaczynają ważyć. Co więcej, mogą mieć realny wpływ na innych. I tu pojawia się pytanie: jeśli ktoś tworzy treści, które kogoś wprowadzają w błąd, jeśli manipuluje decyzjami, bądź promuje coś szkodliwego lub nawet nie do końca sprawdzonego, to czy powinien za to odpowiadać? Jak to jest z tym, co określamy mianem odpowiedzialność influencerów? Nasza odpowiedź była jasna. Tak, trzeba ponosić odpowiedzialność. Bez dwóch zdań.
Rozmawialiśmy o różnicy pomiędzy wolnością słowa a odpowiedzialnością. Bo w swoim domu można mówić, co się chce, ale jeśli czyjeś słowa, bądź czyny wpływają na innych – wówczas wchodzi się w strefę konsekwencji. Niebanalna w dzisiejszym świecie jest też rola różnego rodzaju sygnalistów, czyli osób, które zauważają nadużycia, zgłaszają szkodliwe treści i alarmują odpowiednie organy. Tak na przykład działają konta i organizacje walczące z mową nienawiści czy aplikacje typu Kids Alert, ostrzegające przed głupimi wyzwaniami na TikToku. Nie wymierzają kary samodzielnie, lecz pokazują problem światu i pozwalają, by odpowiednie instytucje zadziałały.
Poruszyliśmy też kwestie wirtualnych influencerów i kreacji w mediach społecznościowych. Dyskutowaliśmy o tym, czy jeśli ktoś przez dziewięć miesięcy udaje ciążę i poleca produkty związane z tym fikcyjnym życiem to jest to kreacja czy oszustwo. Gdzie jest granica pomiędzy kreacją a manipulacją? Jak cienka ona bywa? I choć internet jest pełen „upiększonych” wersji życia – zdjęć sprzeda lat, filtrów i retuszu, to nadal ważne jest, by odbiorcy mieli świadomość tego, z czym mają do czynienia. Jeśli ktoś pokazuje zdjęcie z przeszłości, warto to zaakcentować, by nie wprowadzać w błąd.
W naszej rozmowie, której tematem jest odpowiedzialność influencerów nie zabrakło też tematów nieco trudniejszych, jak samozwańczy lekarze, prawnicy czy trenerzy, nagminnie pojawiający się w mediach społecznościowych. Często udzielają oni porad medycznych, finansowych czy prawnych, które bez braku formalnych kompetencji mogą prowadzić do poważnych konsekwencji osób do nich stosujących się. I właśnie dlatego dziś, na początku 2026, w czasach sztucznej inteligencji i wirtualnych postaci, pytanie o odpowiedzialność influencerów staje się jeszcze bardziej palące. Kto odpowiada, jeśli wirtualny influencer zacznie promować suplementy lub decyzje finansowe? Twórca, agencja, a może nikt?
W dziewiątym już odcinku Absurdalny DiK, staraliśmy się odpowiedzieć na te pytania, zachowując przy tym klimat rozmowy dwóch kumpli – luz, dygresje, śmiech i momenty „zgubiłem wątek”. Bo tak właśnie w naszej ocenie wygląda prawdziwa rozmowa o tym, co dzieje się w świecie influ. Bez wykładów, bez moralizowania, bez wywyższania się czy gwiazdorzenia, ale za to z dużą dawką refleksji i zdrowego sceptycyzmu wobec internetu i wiarygodności mediów społecznościowych.
Podsumowując, jeśli chcesz dowiedzieć się, gdzie kończy się kreacja, a zaczyna oszustwo, jak działają sygnaliści i dlaczego odpowiedzialność influencerów jest dziś tak trudna do wyegzekwowania – koniecznie obejrzyj ten odcinek. To rozmowa, która daje pretekst do myślenia, ale jednocześnie nie traktuje odbiorcy z góry. Bo ja nigdy tego nie robię. Dymitr Doktór też.




















































