Podczas CES 2026, Zeekr i Intellias zaprezentował innowację, która może zmienić sposób, w jaki testuje się systemy infotainment w samochodach elektrycznych. Innymi słowy, coraz większą rolę w w projektowaniu oprogramowania dla connected cars będzie odrywać sztuczna inteligencja.
Ostatnio podczas mojej rozmowy z Emilem Nowakiem z firmy Happy Team – rozmowa dostępna na moim kanale youtube – zastanawialiśmy się nad tym, czy współczesne samochody elektryczne to już jeżdżące komputery na kołach. Prezentacja Zeekr i Intellias podczas CES 2026, zdaje się to potwierdzać. Okazuje się, że prawdziwa zmiana nie dzieje się w coraz to bardziej wymyślnych kształtach aut i ich wyglądzie, lecz w oprogramowaniu.
Bo dzisiaj samochód elektryczny nie jest już tylko środkiem transportu, który zabierze nas z punktu A do punktu B. To jeżdżące urządzenie cyfrowe. Z własnym systemem operacyjnym, interfejsem, aktualizacjami OTA i mnóstwem innych funkcji, które raz działają, a raz doprowadzają mnie do szału. Niemniej – zaczynają się coraz częściej pojawiać. Dlatego temat jakości oprogramowania dla samochodów elektrycznych przestaje być już pomijaną niszą, a zaczyna być jednym z kluczowych elementów współczesnych EV. A przynajmniej powinien być, bądź za chwilę się stanie. To będzie to USP, czyli przewaga konkurencyjna. Im szybciej to firmy zrozumieją, tym szybciej będą odnotowywać zaskakujące dobre wyniki sprzedaży. Dlatego tak dobry start odnotowało auto Xiaomi. Ale dzisiaj nie i Xiaomi.
Zeekr i Intellias nie zaprezentowało kolejnego futurystycznego kokpitu. Zamiast tego pokazali coś znacznie lepszego – system testowania infotainmentu, opartego na sztucznej inteligencji. Rozwiązanie, które patrzy na interfejs podobnie jak człowiek. Rozumie, co jest przyciskiem, co kliknięciem, co tekstem, co elementem nawigacji i kiedy nie działa tak, jak powinno. No przynajmniej taki jest plan.
Dlaczego zmiana podejścia zaprezentowanego przez Zeekr i Intellias jest tak istotna? Bo dotąd kluczową rolę zarówno w projektowaniu oprogramowania dla aut elektrycznych, jak i późniejszego go testowania, odgrywał człowiek. Teraz, okazuje się, że w końcu może zastąpić go sztuczna inteligencja, która potrafi przeanalizować interfejs zarówno pod względem wizualnym, ale także wykryć niespójności, błędy w działaniu, czy tzw. bugi pojawiające się po aktualizacjach. I w dodatku zrobi to niemal natychmiast, a z pewnością szybciej niż człowiek. Tego ostatniego to jestem akurat niemal pewien, gdyż w testowanych przez siebie autach elektrycznych, sam niejednokrotnie wychwytywałem błędy zarówno w działaniu systemu infotainment, jak i aplikacji mobilnej. Zeekr i Intellias chcą to zmienić.
W ogóle to mam wrażenie, że Zeekr jest jedną z tych marek, która od samego początku buduje swą pozycję nie tylko na walorach jezdnych i wyglądzie aut, ale także jakości cyfrowej warstwy auta. Współpraca z Intellias i wykorzystanie AI do testów oprogramowania to jasny sygnał: software nie jest dodatkiem, to wręcz fundament oferowanego samochodu.
Podczas prezentacji na targach w Las Vegas pokazano testy realizowane zarówno bezpośrednio z systemu, jak i z kamer analizujących zachowanie interfejsu w czasie rzeczywistym. To ważne, bo dokładnie tak działa kierowca: patrzy, reaguje na to co widzi na ekranie, oczekuje płynności w działaniu i przede wszystkim przewidywalności, a nie zaskoczeń. I sztuczna inteligencja w tym przypadku nie zastępuje człowieka, ale ma odwzorować jego sposób korzystania z auta, eliminując przy tym błędy.
Patrząc na to, co pokazywane jest w Las Vegas podczas CES 2026, coraz wyraźniej widać, że przyszłość elektromobilności nie będzie rozstrzygać się wyłącznie na poziomie baterii czy zasięgu. To oczywiście jedno. Ale warstwa technologiczna w postaci systemów infotainment, interfejsów do nich, możliwości integracji z rozwiązaniami smart home, stabilnością działania i tym, czy samochód traktowany jako urządzenie mobilne, po prostu działa tak, jak powinien to kolejny kluczowy element aut elektrycznych. I jeśli producenci, zwłaszcza europejscy tego nie rozumieją, to niech dzisiaj już zwijają kolejne fabryki, bo szkoda przepalać tych subwencji rządowych, które nieustannie trzymają ich przy życiu. Tu nie chodzi o ratowanie trupa, który i tak padnie, nie chodzi też o ratowanie miejsc pracy, które mogą zostać zrobotyzowane. Chodzi o dostosowanie się do dzisiejszych czasów i próbę walki z chińską konkurencją. Konkurencją, która nie bierze jeńców. Amen.




















































